Paleta #16
Newsletter o sztuce
Wysłane 25 czerwca 2026
To jest archiwalne wydanie newslettera. Szczególnie informacje o wystawach, wydarzeniach i promocjach mogą nie być już aktualne. Jeśli chcesz być na bieżąco, zapisz się na newsletter.

Cześć,
mimo, że od dawna nie dotyczy mnie już rytm roku szkolnego to koniec czerwca już chyba zawsze będzie kojarzył mi się z początkiem wakacji.
A Tobie? Cieszyłaś/eś się na wakacje?
Ja zawsze miałam mieszane uczucia. Z jednej strony żałowałam, że szkoła się kończy, a z drugiej nie mogłam się doczekać tych długich letnich dni spędzanych na podwórku, pobytu u dziadków na Mazowszu no i wyjazdów z rodzicami.
Moje tegoroczne lato niewiele będzie miało z dziecięcych wakacji. To będzie bardzo intensywny czas wypełniony pracą nad wyjątkowo ważnym dla mnie projektem.
Wczesną jesienią planuję uruchomić moją autorską platformę poświęconą sztuce, na której będziesz mógł/a poznawać artystki i artystów.
Będzie przystępnie, ale równocześnie dogłębnie i w szerokim kontekście.
I to właśnie kontekst, który zawsze był dla mnie w sztuce szalenie istotny, będzie motywem przewodnim platformy. Znajdziesz tam opowieści o artystach, informacje o tym gdzie się wychowali, dokąd podróżowali, kogo podziwiali, z kim się przyjaźnili i najważniejsze: jak to wszystko wpływało na obrazy, które malowali?
Kontekst jest tym, co nadaje sens oglądanym obrazom. To coś co sprawia, że sztukę się rozumie. A zrozumienie przynosi większą satysfakcję z oglądania i zwiedzania.
I tak też będzie nazywała się platforma – Kontekst.
O Kontekście będę na pewno jeszcze pisać w kolejnych wydaniach Palety, a tymczasem zostawiam Ciebie z idealnymi miejscami na letni wypoczynek: morzem, górami, jeziorami…
Zapraszam na wakacyjną Paletę!
Do przeczytania za 2 tygodnie (9 lipca),
Martyna
Obraz: William Merritt Chase, Nad morzem, ok. 1892 r., The Metropolitan Museum of Art
- awangardowe morze
- mikro-Tatry
- pomysł na citybreak
- relacja z muzeum we Włocławku
- wakacje w Zoppocie
- malarz, który chciał poruszać czułe struny
- sugestia od barwnego człowieka
- informacje o trwających wystawach
- zadanie

Awangardowe morze
Czarno-białe zdjęcie. Rodzice z dzieckiem na plaży. Tata patrzy na malucha, który śmieje się i grzebie w piasku, mama mruży oczy od słońca. W tle fale Bałtyku. Po prostu rodzinne wakacje nad morzem.
Pewnie każdy z nas ma takie albo bardzo podobne zdjęcie w rodzinnym albumie. Nic szczególnego, jego wartość jest przede wszystkim sentymentalna.
Ale nie TEGO ZDJĘCIA.
To zdjęcie jest wyjątkowe, ma wartość historyczną. Rodzice tej małej roześmianej dziewczynki to jedni z najważniejszych artystów XX wieku w Europie: Katarzyna Kobro i Władysław Strzemiński.
Co robili nad morzem?
Odpoczywali od głośnej i dusznej Łodzi. Chałupy, do których regularnie jeździli były wtedy, czyli w okresie międzywojennym, malutką wioską rybacką. Nie było luksusów, ale nie było też tłumów. Plaża. Morze. Cisza i spokój.
Idealne warunki żeby odpocząć. Ale czy artysta kiedykolwiek przestaje być artystą? Czy może odpocząć od sztuki?
Okazuje się, że może… malując coś “dla relaksu”. Tak właśnie powstały morskie pejzaże Strzemińskiego.
Chciał w nich oddać wrażenie, które uchwycił przenosząc wielokrotnie wzrok z fal na brzeg i z powrotem.
Zaczął obserwować sam proces widzenia, to jak działa oko. Te jego wakacyjne rozważania przerodziły się później w teoretyczne refleksje. Pod koniec lat 40. jako ich rozwinięcie powstały słynne Powidoki, czyli obrazy tego co dzieje się w oku pod wpływem światła i ruchu.
Wygląda na to, że Bałtyk ma naprawdę potężną moc. Człowiek wyjeżdża na wakacje, odpocząć od pracy i myślenia, a wraca z materiałem na rewolucję w historii sztuki.
Zresztą Katarzyna Kobro “nie była lepsza”, zobacz jej morski pejzaż TUTAJ.
Obraz: Władysław Strzemiński, Pejzaż morski, 1933 r., Muzeum Sztuki w Łodzi

Mikro-Tatry
Na drugim biegunie wakacyjnych destynacji są góry. W którym teamie jesteś, bardziej #teammorze czy #teamgóry?
Jan Stanisławski, jeden z najlepszych polskich pejzażystów, odkąd pojechał po raz pierwszy w Tatry mając 24 lata, był #teamgóry.
Tatry zafascynowały go swoimi kolorami, kształtami, tym jak ciekawie układa się na ich masywach światło. Były idealnym modelem.
Ale nie jest wykluczone, że miały też tę przewagę nad Bałtykiem, że były po prostu bliżej Krakowa. A to z Krakowem przez lata Stanisławski był związany. Mieszkał tu i pracował jako wykładowca w Szkole Sztuk Pięknych.
Był niezwykle lubianym i bardzo dobrym nauczycielem. To on wyprowadził studentów z uczelnianych pracowni, najpierw na ulice Krakowa i Planty, a później w góry. Przyszli malarze regularnie wyjeżdżali ze Stanisławskim w Tatry na plenery. Wielu z nich, jak na przykład Stefan Filipkiewicz, mocno zainspirowało się twórczością profesora i poszło w jego ślady.
Widok Jana Stanisławskiego z grupą studentów niosących sztalugi i kasetki malarskie musiał być dość osobliwy. Tym bardziej, że profesor mocno wyróżniał się swoją budową. Był potężnym mężczyzną. Podobno raz góral, który miał przewieźć go do Kuźnic z Zakopanego zażartował, czy da go radę zabrać swoim małym wozem w jednym kawałku.
Jeśli wierzyć Tadeuszowi Boyowi-Żeleńskiemu to właśnie z budowy Stanisławskiego wynikały maleńkie rozmiary jego obrazów:
“ …przy większym obrazie zanadto go męczył konieczny ruch ciągłego zbliżania się i oddalania.”
Zwiedzając przeróżne galerie malarstwa polskiego od razu je wypatrzysz – to te najmniejsze prace! Mają po kilkanaście centymetrów wysokości i rzadko kiedy więcej niż 30 cm szerokości.
Ten krajobraz też jest niewielki: 16,5 cm na 22,5 cm. Mniej niż kartka A4. Stanisławski namalował na nim Osobitę, szczyt w słowackich Tatrach. Niezbyt wysoki jak na Tatry (nie ma nawet 1700 metrów), ale niezwykle malowniczy, lekko odsunięty od innych gór. Stąd też jego nazwa: Osobita, czyli osobna.
Stanisławski wybrał żywe, nasycone kolory. Zieleń, błękit, turkus… Trochę jakby malował morze, czy to tylko moje wrażenie? 😉
Obraz: Jan Stanisławski, Widok na Osobitę, 1901 r., Muzeum Narodowe w Krakowie

Pomysł na citybreak
Zamiast pełnoprawnych dwutygodniowych wakacji coraz więcej osób jeździ na krótsze wyjazdy, często na kilkudniowe pobyty w dużych miastach, czyli citybreaki!
Gdybyś szukał/a inspiracji to jury konkursu European Museum of the Year Award, które wybiera co roku najlepsze europejskie muzea, właśnie podrzuciło nam dobry pomysł.
13 czerwca w Bilbao odbyła się gala, na której ogłoszono tegorocznych laureatów.
Główną nagrodę i tytuł Europejskiego Muzeum Roku 2026 zdobyło muzeum w Aarhus w Danii.
Den Gamle By to tak naprawdę muzeum-miasteczko. Znajduje się tu ponad 70 historycznych budynków z różnych części Danii. Można je oglądać nie tylko z zewnątrz, ale zwiedzać także w środku. Na zdjęciach wygląda absolutnie uroczo!
Wśród nominowanych do tegorocznej nagrody było też jedno polskie muzeum – Muzeum Inżynierii i Techniki w Krakowie. Miałam okazję niedawno odwiedzić to muzeum i zwiedzić nową stałą wystawę. Bardzo polecam zajrzeć tam przy okazji pobytu w Krakowie!
Tu możesz posłuchać mojej rozmowy z muzealnikami z Muzeum Inżynierii i Techniki w Krakowie.
Zdjęcie: Emiliana Konopka, Budynek w Aarhus

Zbiory Sztuki we Włocławku
Pochodzę z Torunia, mieszkałam tam przez pierwsze 19 lata mojego życia, czyli do czasu wyjazdu na studia. O Włocławku, który od Torunia oddalony jest niecałą godzinę jazdy samochodem albo 30 minut pociągiem, słyszałam sporo. Niekoniecznie były to pozytywne opinie.
Mieszkając w Toruniu we Włocławku bywałam jedynie przejazdem. Oprócz niesamowitego terenu fabryki nawozów azotowych wyglądającego jak stacja kosmiczna (szczególnie nocą!) oraz ogromnej tamy, widoki z okien samochodu nie były zbyt interesujące. Nic mnie do Włocławka nie ciągnęło.
Aż do teraz.
Z wiarygodnego źródła, czyli od mojego taty, usłyszałam, że Włocławek wyładniał i że w muzeum całkiem niedawno zaaranżowano nową stałą galerię sztuki XIX i XX wieku. Długo nie trzeba było mnie namawiać!
Okolice gotyckiej katedry (warto też zajrzeć do środka) i bulwary nad Wisłą to faktycznie zadbane, urokliwe miejsca. Budynek muzeum znajduje się w zasięgu kilkuminutowego spaceru od nich.
Zbiory Sztuki są jednym z oddziałów Muzeum Ziemi Kujawskiej i Dobrzyńskiej we Włocławku. Zajmują gmach dawnego spichlerza. Wystawy rozlokowane są na 3 poziomach.
Na parterze można obejrzeć wystawę prac Stanisława Zagajewskiego, rzeźbiarza związanego z Włocławkiem. Zagajewski, nazywany włocławskim Nikiforem, był samoukiem. Został porzucony jako dziecko na schodach jednego z warszawskich kościołów. Nie miał nazwiska, nie znał swojej rodziny. Przez całe życie tak naprawdę walczył o przetrwanie.
Rzeźbienie było jego ogromną pasją. Pracował głównie w glinie, tworzył rzeźby zwierząt i postaci, którym nadawał fantastyczny charakter. Jego stwory i kompozycje pełne są detali. Na płaskorzeźbach nie ma wolnego miejsca, cała powierzchnia pokryta jest nacięciami, wgnieceniami, grudkami, przeróżnymi wypukłościami.
Zagajewski to fascynujący twórca o ogromnej wyobraźni.
Na pierwszym piętrze mieści się Kujawska Galeria Sztuki Polskiej XIX i początku XX wieku. I to pierwsze słowo – “kujawska” ma tu kluczowe znaczenie. Autorami większości prac prezentowanych w galerii są twórcy związani z regionem.
Włocławscy muzealnicy uznają to za atut swojej kolekcji. We wprowadzeniu do wystawy piszą:
„Dzięki kompozycji złożonej z mniej znanych dzieł mistrzów i artystów związanych z Włocławkiem i regionem ekspozycja pozwala na dołożenie naszej, kujawskiej cegły do monumentu kulturowej świadomości Polaków”.
Bardzo dobrze ujęli w czym tkwi największa wartość tej wystawy i jednocześnie sprytnie odpowiedzieli na wszystkie głosy niezadowolenia, które mogłyby pojawić się podczas zwiedzania wystawy, na której dominują nieznane nazwiska.
Poza tym przecież nieznane nazwisko nie oznacza nieciekawej pracy!
Weźmy na przykład obraz, który otwiera galerię “Amatorzy herbaty i Kuriera” Feliksa Pęczarskiego z 1826 roku. Oglądając go trudno się nie uśmiechnąć. Obraz jest dokładnie tym co sugeruje tytuł, czyli przedstawieniem dwóch mężczyzn pijących herbatę i czytających Kurier Warszawski. Panowie mają absolutnie rozbrajające miny. Bawią się jakby to była najlepsza chwila ich życia. A przypominam, że czytają gazetę pijąc herbatę! Musiała to być naprawdę przepyszna herbata i doskonale napisane artykuły!
Drugie piętro poświęcone jest wystawom czasowym. Do października salę na tym piętrze zajmuje ekspozycja prezentująca twórczość projektantki ceramiki Elżbiety Piwek – Białoborskiej. Piwek – Białoborska opierając się na tradycji, dzięki swojej pomysłowości i odwadze, tworzyła bardzo nowoczesne wzory. A to wszystko w głębokim PRL-u. Kojarzysz takie hasła jak New Look, czy pikasiaki? To właśnie zobaczysz na tej wystawie.
Jeśli będziesz miał/a możliwość zajrzenia do Włocławka, nawet po drodze nad morze czy na Mazury, to zapewniam, że warto!






Wakacje w Zoppocie
W tym odcinku robimy sobie mini wakacje. Jesteśmy nad Bałtykiem, w Zoppocie, jednym z najmodniejszych kurortów niemieckiej riwiery.
Odwiedzamy rodzinę Claaszenów w ich imponującej, eklektycznej willi.
Po latach zamieszka tu m.in. prezydent Bierut i premier Cyrankiewicz z Niną Andrycz, a potem będzie tu Muzeum Sopotu.
Jaką historię opowiedzą nam wnętrza willi?

25 czerwca
Gdyby żył, skończyłaby dziś 215 lat.
John William Casilear.
Casilear był amerykańskim artystą, początkowo zajmował się przede wszystkim rytownictwem, a dopiero później, zbliżając się do 40stki całkowicie poświęcił się malowaniu.
Malował głównie krajobrazy. Był zafascynowany monumentalizmem amerykańskiej natury. Jego pejzaże to malarskie laurki dla amerykańskich wzgórz, dolin, jezior i rzek.
Casilear zaliczany jest do Hudson River School. Była to grupa pejzażystów, których połączyło romantyczne podejście do rodzimej przyrody.
Romantyczne, czyli takie by malowane krajobrazy wywoływały duże emocje. Najlepiej zachwyt. Ale także nostolgię, wzruszenie, czasem lęk. Malarze z Hudson River School próbowali przelać na płótna swoje wrażenia i poruszyć jak najwięcej czułych strun w widzach.
Obrazy Casileara spokojnie mogłyby służyć za widokówki z wakacji. Na przykład TEN.
Obraz: Asher Brown Durand, Portret Johna Williama Casileara, ok. 1840 r., New York Historical

David Hockney
Dokładnie 2 tygodnie temu, 11 czerwca zmarł David Hockney, angielski malarz, barwna postać tworząca niezwykle barwną sztukę.
Pisałam o nim w jednym z pierwszych wydań Palety. Hockney codziennie malował kwiaty na swoim telefonie i wysyłał je znajomym, pamiętasz tę historię?
Hockney zawsze wydawał mi się bardzo pogodnym człowiekiem. Sam/a spójrz na jego zdjęcia, na przykład na TO.
Takie są też jego obrazy: kipią kolorami i zarażają radością.
Oprócz obrazów artysta zostawił nam też wiele swoich przemyśleń na temat życia.
Ta idealnie pasuje do tematu dzisiejszego wydania Palety:
If you’re not playful you’re not alive.
Czyli: „Jeśli nie umiesz się bawić, to nie żyjesz naprawdę.”
Dobrze czasem odpuścić i pozwolić sobie na więcej. A kiedy to zrobić jeśli nie w wakacje? 🙂
Zdjęcie: Jeden z najbardziej znanych obrazów Hockneya „The Bigger Splash” w książce „Leonardo, Frida i przyjaciele”

Coś się kończy, coś się zaczyna
Trzymam za Ciebie rękę na wystawowym pulsie. Jakie wystawy zaraz się kończą, a jakie niedawno się zaczęły i warto na nie pójść?
Niedawno się zaczęły:
Szkoła Spojrzenia. Miasto
Muzeum Pałac Herbsta
do 31 grudnia
Warto, bo: po tej wystawie i zobaczeniu prezentowanych na niej fotografii i obrazów miejskie spacery już nie będą takie same.
Józef Czapski: L’Humanité / Ludzkość. Rysunek i malarstwo z kolekcji MAW
Muzeum Archidiecezji Warszawskiej
do 29 listopada
Warto, bo: Czapski to wnikliwy i wrażliwy obserwator, kiedy jak nie w roku, którego jest patronem oglądać jego prace?
wystawa polecona przez czytelnika Palety
Płytki, flizy, tafelki. Ceramiczne intermezza
Muzeum Narodowe we Wrocławiu
do 30 sierpnia
Warto, bo: zobaczysz, jak Hiszpanie i Holendrzy zamienili zwykłą glinę we wnętrzarski hit.
Kunszt i fach. Kraków rzemieślników
Muzeum Krakowa
do 25 października
Warto, bo: wystawa odkrywa przed nami fascynujący świat krakowskich rzemieślników, którzy przez wieki byli (i wciąż są) ważną częścią historii miasta.
Wystawa pod patronatem medialnym GABLOTEK!
Zaraz się skończą:
Wajda. W stulecie urodzin
do 28 czerwca
Muzeum Sztuki i Techniki Japońskiej Manggha w Krakowie
Warto, bo: można poznać Wajdę nie tylko jako reżysera, ale rysownika, przyjaciela artystów oraz pasjonata sztuki japońskiej oraz twórcę Centrum Sztuki i Techniki Japońskiej Manggha (dzisiejszego muzeum). Wątki i przedmioty na wystawę wybrała żona reżysera!
Formy Obecności. Sztuka Łemków/Rusinów Karpackich
do 30 czerwca
Państwowe Muzeum Etnograficzne w Warszawie
Warto, bo: to pierwsza w historii tak szeroka prezentacja dorobku artystycznego tej karpackiej społeczności; do zobaczenia prace m.in. Warhola, Nikifora, Nowosielskiego i Nieznalskiej.
Młodopolska Grupa Pięciu. Zapomniani buntownicy
do 5 lipca
Muzeum Narodowe w Krakowie
Warto, bo: ci malarze wykazali się dużą odwagą starając się zmienić oblicze sztuki polskiej, która 120 lat temu głęboko zanurzona była w misyjnym patriotyzmie, oni szukali własnych artystycznych dróg.
Udało mi się zobaczyć tę wystawę wczoraj, rzutem na taśmę. Świetne, nieopatrzone prace. Bardzo polecam!
Jeśli wiesz o jakiejś ciekawej wystawie, która właśnie się zaczęła lub niedługo się kończy daj mi znać! Podzielę się tą informacją z innymi w kolejnej Palecie!
Obraz: Witold Wojtkiewicz, Podmuchy wiosenne, 1905 r., Muzeum Narodowe w Warszawie
Teraz do zobaczenia na wystawie Młodopolska Grupa Pięciu. Zapomniani buntownicy
Zadanie na dziś
Gdybyś mógł/a spędzić wakacje wewnątrz dowolnego obrazu, co byś wybrał/a?
Daj mi znać – odpisz na tego maila!
Rozwiązanie zadania z Palety #15
W poprzednim wydaniu trzeba było rozpoznać warzywa po ich fragmentach.
Kolejno na obrazach były: szparagi, dynia i karczoch.
Obrazy w całości wyglądają tak:

Adriaen Coorte, Martwa natura ze szparagami, 1697 r., Rijksmuseum w Amsterdamie

Štefan Michal-Vörös Izbighy, martwa natura z dyniami i ogórkami, 1734 r., Slovak National Gallery










