Paleta #13
Newsletter o sztuce
Wysłane 14 maja 2026
To jest archiwalne wydanie newslettera. Szczególnie informacje o wystawach, wydarzeniach i promocjach mogą nie być już aktualne. Jeśli chcesz być na bieżąco, zapisz się na newsletter.

Cześć,
moje media społecznościowe pełne są informacji o zbliżającej się Nocy Muzeów. To już w tę sobotę, 16 maja.
Od kilku lat albo nie biorę w niej udziału, albo biorę, ale w okrojonej wersji (odwiedzam np. wybrane miejsce, które na co dzień nie jest dostępne). Od dużych wydarzeń skutecznie odstrasza mnie tłum.
Ale z drugiej strony tłum też cieszy, bo to znaczy, że ludzie szukają kontaktu ze sztuką!
Bardzo miło wspominam te Noce Muzeów kiedy byłam po drugiej stronie, nie jako uczestniczka, ale jako organizatorka – oprowadzałam po wystawach i prowadziłam warsztaty. Wtedy tłum mi w ogóle nie przeszkadzał!
A jak to jest u Ciebie? Daj znać (odpisz na tego maila) czy masz jakieś plany na tegoroczną Noc Muzeów? Co myślisz o tym wydarzeniu? Którą Noc Muzeów najlepiej wspominasz?
To wydanie Palety będzie o muzeach: w moich wspomnieniach i na obrazach. Muzea to temat rzeka i na pewno wrócę do niego w newsletterze nie raz.
Zapraszam na Paletę o muzeach nr 1 🙂
Do przeczytania za 2 tygodnie (28 maja),
Martyna
Obraz: Frank Waller, Wnętrze Metropolitan Museum of Art kiedy było na 14th Street, 1881 r., Metropolitan Museum of Art
- miniopowieść o zwiedzaniu
- detale – klęska urodzaju
- relacja z wystawy w Muzeum Narodowym w Warszawie
- rozwiązanie trudnego dylematu
- kontrowersyjny malarz uroczych kotów
- podcast o małych muzeach
- książka jakich mało
- informacje o trwających wystawach
- zadanie

Nie szukałam, a znalazłam, czyli wspomnienie ze zwiedzania Luwru
Latem 2004 roku pojechałam z koleżanką na zorganizowaną wycieczkę autokarową „5 stolic Europy”. W katalogu biura podróży wyglądała świetnie. W praktyce było trochę tak jakby ktoś przeskakiwał pilotem po kanałach, na których były bardzo interesujące programy.
Dla przykładu: Luwr.
Po zobaczeniu Mony Lisy dostaliśmy godzinę czasu wolnego żeby zwiedzić muzeum. GODZINĘ.
Oczywiście można się było tego spodziewać – 10 dni na 5 naszpikowanych zabytkami miast… Gdzieś organizatorzy musieli nadrabiać czas.
Patrzyłam na minimapę i zastanawiałam się gdzie iść. Moja koleżanka szybko się zdecydowała i pobiegła w dół w stronę sal ze sztuką starożytną.
Ja, dość zrezygnowana, weszłam schodami na samą górę, na drugie piętro. Schowałam mapę, bo i tak wiedziałam, że nie uda mi się zobaczyć nawet tych najważniejszych prac na niej zaznaczonych.
Gdzie teraz? W lewo? W prawo? Przeczucie – w lewo! I tak wpadłam na nią. Na cichą, skupioną na swojej pracy Koronczarkę. Tak malutką, że gdybym jej szukała nigdy bym jej nie znalazła.
Bardzo spodobała mi się splątana czerwona nić wystająca z poduszki z przyborami do szycia. Wyglądała jakby malarz zapomniał się na moment, farba z pędzla kapnęła na płótno, a on w popłochu machał dłonią. Zapewne tak nie było, bo Vermeer z wielką precyzją malował wszystkiego swoje obrazy.
Czy zauważyłabym to gdyby Koronaczarka była setnym obrazem, który oglądam tego dnia? Nie wiem.
Spędziłam przed nią prawie cały czas, który mi został. Zakochałam się w tej prostej historii o pracy i skupieniu i w tych kolorach. A potem w Vermeerze i innych niderlandzkich malarzach.
Polecam czasem odpuszczenie i zwiedzanie muzeum bez planu.
Obraz: Johannes Vermeer, Koronczarka, 1669-70 r., Luwr, Paryż

Wszystko wszędzie naraz w Uffizi
Patrząc na ten obraz można odnieść wrażenie, że właśnie takie zlecenie otrzymał niemiecki malarz Johann Zoffany od królowej Charlotty.
Brytyjska królowa wraz z mężem, królem Jerzym III, zafundowała artyście i jego rodzinie podróż do Włoch. Zoffany miał z niej przywieźć malarską relację ze zwiedzania kolekcji sztuki Wielkiego Księcia Toskanii we Florencji.
Obraz powstawał kilka lat, co nie dziwi, biorąc pod uwagę jego szczegółowość. Zachowało się wspomnienie jednego z modeli pozujących do kompozycji, który pisał, że malowanie obrazu było:
„naprawdę jednym z najbardziej pracochłonnych przedsięwzięć, jakie kiedykolwiek widziałem. Albowiem on (Zoffany) nie tylko kopiuje ogromną liczbę obrazów i posągów (…), co samo w sobie jest wielką rzeczą do zrobienia, ale nawet ramy i każdą najdrobniejszą możliwą rzecz, małe brązy, stół itd., aby uczynić to kompletnym i dokładnym przedstawieniem pokoju”.
Dodatkowo Zoffany przedstawił na obrazie ponad 20 mężczyzn, głównie brytyjskich arystokratów i artystów, którzy podziwiają obrazy i rzeźby. Wśród nich jest też sam autor (4 stojąca postać od lewej).
Zoffany “rozwiesił” obrazy i “rozstawił” rzeźby na obrazie według własnego uznania. Nie jest to odwzorowanie tego jak pod koniec XVIII wieku wyglądała wystawa. Za to BARDZO dokładnie skopiował obrazy z florenckiej kolekcji.
Zrobił to w taki sposób, że możemy je z łatwością rozpoznać (a na pewno kilka z nich). Jeśli chcesz sprawdzić jakie dzieła dawnych mistrzów namalował zajrzyj TU.
Trudno się zdecydować, na który detal zwrócić uwagę!
Gdybym miała wybrać jeden, to puszcząjąc do Ciebie oko, byłaby to niewielka renesansowa lampa z brązu, przy dolnej krawędzi obrazu z lewej strony. Ma dość osobliwą formę. Sprawdzasz na własną odpowiedzialność 😉
Humor jak widać nie zna czasowych granic, a sztuka w muzeum nie zawsze jest śmiertelnie poważna.
Obraz: Johann Zoffany, Trybuna Galerii Uffizi, 1772-1777 r., Royal Collection, Zamek w Widsorze

"Kolekcjoner. Ignacy Korwin-Milewski" w Muzeum Narodowym w Warszawie
W zeszłym tygodniu przy okazji (za) krótkiego pobytu w Warszawie udało mi się zobaczyć wystawę, na którą bardzo czekałam – “Kolekcjoner. Ignacy Korwin-Milewski” w Muzeum Narodowym w Warszawie.
Myślę, że nie przesadzę kiedy napiszę, że Korwin-Milewski był jedną z najbarwniejszych postaci II połowy XIX wieku i początku XX wieku. Jego brat nazywał go “numerem”, w pozytywnym i negatywnym tego słowa znaczeniu.
Był hrabią, przyjaźnił się z arcyksięciem, wikłał się w przeróżne konflikty i skandale, miał jacht, którym pływał w dalekie rejsy oraz własną wyspę u wybrzeży dzisiejszej Chorwacji. A do tego (i to interesuje nas najbardziej) świetną kolekcję polskiej sztuki.
Jego dewizą mogłoby być “sky is the limit”. Pasowałoby do stylu życia, ale już nie do kolekcjonowania.
Milewski od początku miał bardzo sprecyzowaną strategię budowania kolekcji. Kupował prace polskich żyjących artystów związanych ze środowiskiem monachijskim. Te dwa “ograniczenia” sprawiły, że stworzył zbiór, który jest doskonałym świadectwem czasów. To przegląd najważniejszych zjawisk w polskiej sztuce w drugiej połowie XIX wieku. I wbrew pozorom jest to bardzo różnorodna kolekcja.
Wystawa skupia się właśnie na artystycznej pasji hrabiego. Ta opowieść uzupełniona jest najciekawszymi wątkami z jego biografii.
W 8 salach na pierwszy piętrze muzeum do zobaczenia jest scalona ponownie po latach kolekcja Milewskiego. Niestety nie w całości, bo część obrazów przepadła bez wieści po jej rozproszeniu.
Na ekspozycji prezentowane są 73 oryginalne obrazy oraz 37 reprodukcji w rzeczywistej skali. To bardzo ciekawe rozwiązanie, które pozwala pokazać skalę zbiorów.
Duże wrażenie zrobiła na mnie sala z autoportretami, które u najważniejszych (jego zdaniem) artystów epoki zamówił Milewski. Większość z nich nie jest pokazywana na co dzień publiczności, wiszą w niedostępnych korytarzach muzeum. Na ich tle wyróżnia się rewelacyjny i niestety niedokończony autoportret Anny Bilińskiej.
Świetna była też prezentacja odtwarzająca najważniejszą wystawę zbioru Milewskiego na przełomie 1895 i 1896 roku, która odbyła się w Wiedniu. Wśród pokazywanych prac była “Trumna chłopska”, “Babie lato”, “Stańczyk”, ale też mniej znane prace tych najbardziej znanych artystów. Na przykład niezwykle klimatyczny widok Bałtyku Witkiewicza albo malusieńkie kipiące kolorem pejzaże Aleksandra Gierymskiego.
Aranżacja wystawy jest elegancka. Tłem są: klasyczny głęboki granat i dostojne bordo. Teksty i opisy nie przytłaczają. Pojawiają się reprodukcje zaginionych obrazów, ale jest to zaznaczone m.in. przez wyróżniające się ramy.
Jedyny zarzut to światło zmuszające do szukania dobrego kąta, by dobrze zobaczyć obraz w jednej z sal. Wiem jednak, że był to niezbędny kompromis, bo to “niedobre światło” rzucają lampy stylizowane na stare, które są częścią scenografii. W tej sali zwiedzający mają się poczuć jak na wystawie w XIX wieku.
Ta wystawa to opowieść o fantazji, pasji, ambicji i o ego. Przez wielkie E. Ale gdyby nie to ego nie byłoby rozmachu, który definiuje tę kolekcję.
Z wielką chęcią poszłabym na tę wystawę raz jeszcze.
Czy byłaś/eś na tej wystawie? Napisz jak Twoje wrażenia (odpowiedz na tego maila).

14 maja
Gdyby żył, skończyłby dziś 166 lat.
Bruno Andreas Liljefors.
Liljefors był szwedzkim malarzem specjalizującym się w scenach ze zwierzętami w rolach głównych.
Żeby dobrze namalować dzikie zwierzę trzeba albo spędzać z nim dużo czasu w jego naturalnym środowisku albo zabrać je ze sobą. Żywe lub martwe.
I tu na malarstwo Liljeforsa pada cień.
Artysta był myśliwym. To pozwalało mu na dokładną obserwację leśnych zwierząt. Niektóre z nich zabierał ze sobą i opiekował się nimi w specjalnej zagrodzie, inne trafiały do jego kolekcji jako łupy.
Aby móc namalować wiarygodny obraz przedstawiający np. drapieżnego ptaka polującego wśród krzewów, brał swojego modela – wypchanego ptaka, ustawiał go w możliwie naturalny sposób pomiędzy gałęziami i malował. Tak naprawdę była to martwa natura.
Liljefors nie był jedynym malarzem, który korzystał z takich eksponatów. Malarze mieli w swoich pracowniach przeróżne “pomoce” (np. fragmenty koni). Nie każdy jednak sam je “pozyskiwał”…
Jeśli byłaś/eś kilka lat temu na wystawie „Przesilenie” w Muzeum Narodowym w Warszawie, to myślę, że pamiętasz jego obraz „Lisy”. Buchający kolorami, z futrem na lisim ogonie namalowanym tak, że chciałoby się go dotknąć!
Ostrzegam: niektóre z obrazów Liljeforsa to prace dla ludzi o NAPRAWDĘ mocnych nerwach.
Obraz: Anders Zorn, Portret Bruno Liljeforsa, 1906 r., Nationalmuseum Sztokholm

Pierwszy odcinek Gablotek
Latem 6 lat temu po raz pierwszy usiadłam przed mikrofonem zwrócona w stronę otwartej szafy z ubraniami.
Tak, na początku Gablotki były podcastem z szafy! Nagrywałam z głową między półkami z tiszertami żeby dźwięk był lepszy i nie było echa.
Gablotki były też na początku podcastem o muzeach rozsianych po całej Polsce. Często takich, które znajdują się poza głównymi turystycznymi szlakami.
Opowiedziałam w podcaście o historii i zbiorach około 50 polskich muzeów: narodowych, okręgowych, miejskich - dużych i małych. W każdym województwie jest muzeum - bohater odcinka!
Z czasem mój pomysł na podcast się zmienił i skupiłam się na samej sztuce i życiu artystów. Wciąż jednak mam duży sentyment do tych początkowych odcinków.
W pierwszym opowiadałam m.in. o tym jak kolekcja może przerodzić się w muzeum.
Proszę o wyrozumiałaś, to odcinek sprzed 6 lat!

Szybki quiz z raportu o działalności muzeów
Główny Urząd Statystyczny opublikował ostatnio raport dotyczący działalności polskich muzeów w 2025 roku. Jedna liczba szczególnie mnie zaskoczyła.
Zabawmy się w zgadywanie żeby sprawdzić czy Ciebie też zaskoczy! 🙂
Mam trzy pytania (odpowiedzi niżej, nie podglądaj!).
- Ile muzeów działało w Polsce w 2025 roku (tu liczymy też oddziały)?
- Ile osób zwiedziło muzea w Polsce w 2025 roku?
- Ile wystaw czasowych zostało zorganizowanych w polskich muzeach w 2025 roku?
Masz te liczby w głowie? To może zapisz.
.
.
.
Już?
.
.
.
To sprawdzamy:
- 994 muzea. Najwięcej muzeów – 146 znajduje się w województwie mazowieckim. Najmniej w lubuskim – 17. Ale rozstrzał!
- To jest mój szok. Uwaga: 46,2 mln osób. I to jest wzrost rok do roku 4,2 %. Pięknie! Najwięcej zwiedzających było w muzeach sztuki, mam takie podejrzenie, że przyczyniłaś/eś się do tego wyniku:)
- Zorganizowano 4 600 wystaw czasowych. Statystycznie przypada więc 4,6 wystawy czasowej na każde muzeum! A do tego jeszcze imprezy kulturalne i edukacyjne, ich było ponad 158 tysięcy!
Jak poszło?
Zdjęcie: Muzeum Łazienki Królewski w Warszawie

Muzealny Jednorożec
W muzeach sztuki oprócz rzeźb i obrazów często znajdują się też inne przedmioty – porcelana, biżuteria, srebrne naczynia, meble, czasem broń.
Właśnie o tych przedmiotach, Marta Norenberg, historyczka sztuki i złotniczka, napisała książkę.
W „Muzealnym Jednorożcu” odkrywa znaczenia i funkcje historycznych obiektów. Sprawia, że inaczej się na nie patrzy, bo sztuka użytkowa – te wszystkie zamknięte w gablotach obiekty, zyskują ludzki wymiar.
Dowiadujemy się kto i jak ich używał, dlaczego wyglądają tak a nie inaczej. Poznajemy ukryte za nimi historie.
„Muzealny Jednorożec” uczy też doceniać rzemiosło artystyczne, które bardzo często jest tematem na marginesie. A szkoda!
Marta jest narratorką, której obecność mocno czuć w tej książce, dzieli się nie tylko wiedzą, ale też swoimi przemyśleniami i sporo żartuje. Nie każdemu ten styl pisania może się podobać, ale dzięki niemu opowieść, często o skomplikowanych zjawiskach, staje się przystępna.
Rozmawiałam z Martą o książce i kulisach jej powstawania w moim podcaście. Między innymi polecamy w nim polskie muzea, które warto odwiedzić żeby zobaczyć i lepiej poznać rzemiosło artystyczne.
Z tego co wiem Marta skończyła już pisać drugi tom „Muzealnego Jednorożca” więc można już powoli wypatrywać na horyzoncie premiery!
Marta Norenberg, Muzealny Jednorożec. Kurioza i osobliwości ze świata sztuki., 2024 r., Sztuk Kilka

Muzeum ma wiele funkcji: gromadzi, bada, konserwuje, udostępnia, edukuje…
Zastnawiałaś/eś się, która z nich jest najważniejsza?
To zasadne pytanie tym bardziej, że czasem niektóre z tych zadań się wykluczają.
Wątpliwości rozwiewa Krzysztof Pomian, historyk, filozof, autor serii książek “Muzeum Historia Światowa”:
“Podstawową funkcją muzeum jest przechowywanie posiadanej przez nie kolekcji i jej przekazywanie w dowolnie odległą przyszłość. (…)
Eksponowanie przedmiotów to jednocześnie narażanie ich. Mimo wyrafinowanych technik, jakimi dzisiaj dysponujemy, zawsze wystawienie przedmiotu na światło dzienne jest ryzykowne.
Co jest ważniejsze? Przechowywanie. Jeśli jego ceną będzie to, że dana rzecz nie będzie udostępniana – trzeba ją ponieść.”
Pomian widzi muzeum jako instytucję, która mimo, że działa tu i teraz, powinna czuć odpowiedzialność za przyszłość, w tym tą daleką.
Też tak sądzisz?
Krzysztof Pomian w rozmowie z Wojciechem Szotem, 2023 r.
Obraz: William Frederick Witherington, Współczesna Galeria Sztuki, 1824 r., National Trust

Coś się kończy, coś się zaczyna
Trzymam za Ciebie rękę na wystawowym pulsie. Jakie wystawy zaraz się kończą, a jakie niedawno się zaczęły i warto na nie pójść?
Zaraz się skończą:
Wyczółkowski na Wawelu
Dom Leona Wyczółkowskiego na Wyspie Młyńskiej, oddział Muzeum Okręgowego im. L. Wyczółkowskiego w Bydgoszczy
do 24 maja
Warto, bo: można spojrzeć na Wawel (i nie tylko) oczami wrażliwego na piękno artysty; dodatkowo można zobaczyć prace z kolekcji wawelskiej, które nie są zwykle pokazywane i rzadko wyjeżdżają z Krakowa.
Zaraz się zaczną:
Zofia Rydet i jej świat uczuć i wyobraźni
Zielona Brama, Muzeum Narodowe w Gdańsku
od 9 czerwca
Warto, bo: to 100 fotografii pełnych emocji zrobionych przez jedną z najwybitniejszych polskich fotografek.
Niedawno się zaczęły:
Wielka gra. Opera Władysława IV
Zamek Królewski w Warszawie
do 19 lipca
Warto, bo: teatr króla, jeden z najsłynniejszych w Europie, nie był tylko formą rozrywki. Jak mówi dyrektorka Małgorzata Omilanowska: „…miał istotne znaczenie polityczne, a Władysław IV budował swoją pozycję w Europie poprzez wystawianie spektakli operowych na swoim dworze.”
Kolekcjoner. Ignacy Korwin-Milewski (1846–1926)
Muzeum Narodowe w Warszawie
do 13 września
Warto, bo: Korwin-Milewskiego „miał nosa”, kupował (często bezpośrednio od artystów) obrazy, które dziś mają status ARCYDZIEŁ. Miał „Stańczyka” Matejki, „Babie lato” Chełmońskiego i doskonałe obrazy Aleksandra Gierymskiego. Teraz te prace spotkają się po latach na jednej wystawie!
Wkrótce wszystko się zmieni. Wystawa Joanny Rajkowskiej
Zamek Królewski na Wawelu – Państwowe Zbiory Sztuki, Kraków (ogrody zamkowe)
do 4 października
Warto, bo: doświadczanie współczesnej sztuki w TAKIM miejscu jak Wawel sprawia, że można ją odebrać zupełnie inaczej.
Jeśli wiesz o jakiejś ciekawej wystawie, która właśnie się zaczęła lub niedługo się kończy daj mi znać! Podzielę się tą informacją z innymi w kolejnej Palecie!

Zadanie na dziś
Rozwiąż rebus. Odpowiedzią jest nazwa miejsca, w którym powstało pierwsze polskie muzeum.
Rozwiązanie i garść informacji w kolejnym wydaniu Palety.

Rozwiązanie zadania z Palety #12
W poprzednim wydaniu zadanie polegało na wymyśleniu własnego tytułu do obrazu René Magritte’a.
Jego prawdziwy tytuł to La durée poignardée (Time Transfixed) co można tłumaczyć jako Zastygły czas lub Unieruchomiony czas.
Tu kilka propozycji, które wysłali do mnie Czytelnicy i Czytelniczki Palety, za co bardzo dziękuję:
“Czas pędzi jak szalony”, “Siła czasu”, “Walka z czasem”, “Droga przez czas”, “Czas ucieka”, “Nie na miejscu”.










