Paleta #07
Newsletter o sztuce
Wysłane 19 lutego 2026
To jest archiwalne wydanie newslettera. Szczególnie informacje o wystawach, wydarzeniach i promocjach mogą nie być już aktualne. Jeśli chcesz być na bieżąco, zapisz się na newsletter.

Cześć,
ostatnio złapałam się na tym, że każde zdjęcie, które robię lekko rozjaśniam. Czasem też podkręcam kolory. Niezbyt mocno, ale jednak. Inaczej wszystko jest ciemne, płaskie i odpychające.
Od tygodni brakuje słońca, a przez to kolorów. Męczy mnie ta wszechobecna szarość, Ciebie też?
Kiedy byłam mała chodziłam na zajęcia plastyczne do domu kultury. W sali był duży stół, na którym rozkładaliśmy nasze ogromne (a przynajmniej tak mi się wtedy zdawało) arkusze papieru. Pomiędzy nimi pani ustawiała słoiki z wodą do płukania pędzli. Często było tak, że z jednego słoika korzystało kilka osób. Mieszały się więc w nim przeróżne farby i już po kilku minutach zajęć woda stawała się burą zawiesiną.
Mam wrażenie, że teraz świat wygląda jakby ktoś wylał na niego miliony słoików tej naszej mętnej wody po płukaniu pędzli.
Niestety na razie nic nie zapowiada zmiany. Żeby rzeczywistość była bardziej znośna dalej trzeba będzie ją rozjaśniać i kolorować. Dosłownie i metaforycznie.
I o tym jest to wydanie newslettera: o poprawianiu rzeczywistości.
Od nieszkodliwej idealizacji po karalne oszustwo.
Do przeczytania za 2 tygodnie (5 marca),
Martyna
Obraz: kolaż fragmentu obrazu Anny Bilińskiej „Ulica Unter den Linden w Berlinie”, 1890 r., Muzeum Narodowe w Warszawie (strona prawa) i kolorowej grafiki przedstawiającej to samo miejsce (strona lewa)
- ucieczka w kolor z Zofią Stryjeńską
- malarz, który wolał słońce od prawdy
- love story Aleksandra Gierymskiego
- serial z malarskimi kadrami i obrazami Caravaggia
- książka o fałszerzu
- najlepszy muzealny plakat 2025
- informacje o wystawach w polskich muzeach
- zagadka

Ucieczka w kolor z Zofią Stryjeńską
Z szarością na ulicach polskich miast, miała też sto lat temu problem malarka Zofia Stryjeńska.
Artystka, nazywana księżniczką sztuki polskiej, kochała kolor. Czysty, mocny i odważny. Takiego koloru pełna jest jej sztuka.
Stryjeńska narzekała:
Nasze życie jest okropnie szare. Nawet taksówki w mieście są szare. Ubrania wasze, was, nieszczęsnych mężczyzn, to parodia barwy. Szarość, szarość, szarość!
W tym szarym świecie miasta i cywilizacji malarz nie może znaleźć barwy, której tak potrzebuje i tak szuka, jak muzyk melodii.
Gdzie więc szukać inspiracji?
Według Stryjeńskiej w egzotyce, ale takie dalekie podróże nie wchodziły w jej przypadku w grę. Zadowoliła się więc polską wsią.
W folklorze odnalazła skarbnicę wiedzy o kolorach. Podpatrywała jak zestawiać je ze sobą i jakie wrażenia te zestawienia wywołują. Przełożyła tę wiedzę na swoją sztukę.
Stryjeńska wiedziała, że kolory mają w sobie niezwykłą moc. Barwa była dla niej ucieczką przed szarością i monotonią.
Obraz: Zofia Stryjeńska, Pory roku. Listopad-grudzień, 1925 r., Muzeum Narodowe w Warszawie (fragment) oraz polichromia Stryjeńskiej na kamienicy przy Rynku 13 w Warszawie

Supermoc Stryjeńskiej
Irena Krzywicka, pisarka i tłumaczka, nazwała stan, w który wprowadzały ją prace Stryjeńskiej “nieustającą obsesją barwną”.
W “Wiadomościach Literackich”, pisała o Stryjeńskiej, że jej zazdrości. Czego?
“Wyobrażam sobie, jak pani idzie zziębnięta po Mazowieckiej w brudny, wymiękły od tającego śniegu, oślizgły od lepkiej mgły listopadowy dzień, jak pani przymyka z obrzydzeniem oczy i jak pod powiekami zaczyna się wtedy skrzyć, barwić, migotać, pryskać pomarańczowymi językami, rozlewać w bezdenne szafiry, wyciągać w długie sinawe smugi, piętrzyć pożarem czerwieni.”
Przydałaby się czasem taka supermoc, którą Krzywicka przypisywała Stryjeńskiej, prawda?

19 lutego
Gdyby żył, skończyłby dziś 177 lat.
Hans Dahl.
Dahl był norweskim malarzem, który w swojej twórczości skupił się na przedstawianiu rodzimych krajobrazów, głównie fiordów.
Norweskie wybrzeże wygląda na jego obrazach jak sielankowa kraina wiecznego lata.
Pogoda jest piękna, świeci słońce, kolory wibrują. Młode kobiety i mężczyźni w tradycyjnych strojach uśmiechają się od ucha do ucha.
Balestrand i okolice, gdzie tworzył Dahl, to faktycznie bardzo malownicze miejsce. Ale wątpię czy jest tam zawsze tak pogodnie i czy mieszkańcy zawsze się uśmiechają.
Dahl wyidealizował Norwegię, stworzył taką jej wersję, w której wiedział, że międzynarodowa publiczność się zakocha. I tak się stało.
Jego pejzaże zachwyciły m.in. cesarza Willhelma II, który regularnie odwiedzał malarza w jego willi w Balestrand, na północnym brzegu najdłuższego norweskiego fiordu Sognefjorden.
Mniej przychylna była norweska krytyka artystyczna. Sentymentalna twórczość Dahla została uznana za anachroniczną.
Obraz: Hans Dahl, Fiord z płynącą łódką, przed 1937 r.

Love story: Aleksander Gierymski
Kiedy spotyka się kogoś kto nam imponuje i my też chcemy mu zaimponować, a dodatkowo w grę wchodzi rodzące się uczucie, to czy nie jest tak, że trochę naginamy rzeczywistość?
Przedstawiamy siebie w lepszym świetle? Delikatnie koloryzujemy?
W najnowszym odcinku Gablotek usłyszycie o tym, kogo podczas swojego pobytu w Warszawie w 1875 roku, chciał oczarować malarz Aleksander Gierymski.
Później pisał o niej tak: „…zakochany jestem jeszcze w Jej ruchach, łzach, paru pięknych słowach…”?
Co ich łączyło? I jakie obrazy Gierymskiego są pamiątkami po tej fascynacji?

Serial Ripley
Ripley idzie krok, a nawet dwa (i to duże) kroki, dalej w poprawianiu rzeczywistości.
To opowieść o pozorach i konsekwentnym fałszowaniu rzeczywistości, tak by jej nowa wersja stała się prawdą. To mroczna historia, z fascynującym głównym bohaterem, którego gra (i robi to doskonale) Andrew Scott.
Serial w reżyserii Stevena Zailliana jest już którąś z kolei ekranizacją historii stworzonej przez amerykańską pisarkę Patricię Highsmith.
W tej wersji akcja nigdzie się nie spieszy, napięcie budowane jest powoli. Z każdym pięknym (czarno-białym!) kadrem serial wciąga coraz mocniej. Widoki włoskich krajobrazów zachwycają.
Tom Ripley nie chce żyć swoim życiem, w tanich ubraniach i małym pokoju. Chce zmiany. Nadarza się ku temu świetna okazja, wyjazd do Włoch, by sprowadzić stamtąd do Nowego Jorku kolegę – syna bogatych rodziców. Tom jedzie do Włoch i tam odnajduje sposób na to jak całkowicie zmienić swoje życie.
Oprócz malarskich kadrów w serialu jest sporo bezpośrednich nawiązań do historii sztuki. Pojawiają się obrazy dwóch artystów: Picassa i Caravaggia.
Tom jest zafascynowany barokowym malarzem, odwiedza kilka miejsc we Włoszech (Rzym – kościół San Luigi dei Francesci, Villę Borghese, Palermo – Oratorio di San Lorenzo), by zobaczyć jego obrazy. My, widzowie, oglądamy je razem z nim, ale co chyba jeszcze ciekawsze, oglądamy jego reakcje na nie!
Bardzo polecam ten serial, oglądanie to ogromna wizualna przyjemność.
Przy okazji: życzę Ci żeby ktoś patrzył na Ciebie tak jak Andrew Scott na obrazy Caravaggia 🙂
Obraz: Caravaggio, Narodziony Jezusa ze św. Franciszkiem z Asyżu i świętym Wawrzyńcem, 1609 r., skradziony

Być jak Caravaggio
A skoro jesteśmy przy Caravaggiu i fałszowaniu rzeczywistości to nazwisko Tony’ego Tetro samo ciśnie się pod palce na klawiaturze.
Tony Tetro to marzyciel. Chłopak, który chciał mieć Ferrari, pewnie jak wiele dzieciaków. Ale w przeciwieństwie do nich on to marzenie potraktował jak plan i szukał sposobu żeby go zrealizować. Znalazł go przypadkiem robiąc zakupy.
Na jednym ze stojaków przy kasie zobaczył książkę o fałszerzu dzieł sztuki Elmyrze de Hornym. Zaczął czytać i pomyślał, że to świetny pomysł na życie.
7 lat później za zarobione na falsyfikatach Dalego, Chagalla i Picassa pieniądze kupił swoje pierwsze Ferrari.
Książka „Być jak Caravaggio. Życie i oszustwa genialnego fałszerza dzieł sztuki” to wspomnienia Tony’ego Tetro, przede wszystkim te dotyczące jego pracy – tego jak zaczynał, jak rozwijał się jego warsztat, z kim współpracował i jaką ostatecznie poniósł karę za swoje oszustwa.
Dla mnie najciekawszymi fragmentami były te o kulisach jego pracy, m.in. o postarzaniu obrazów za pomocą papierosowego pyłu i pieca do pizzy oraz o innych fałszerzach dzieł sztuki.

Muzealny plakat roku
Można przygotować fenomenalną wystawę, dopieścić każdy szczegół ekspozycji, ale co z tego, jeśli nikt się o tym nie dowie? I tutaj do gry wchodzi on: plakat!
Plakat to często nasz pierwszy kontakt z treścią wystawy. Wpadamy na niego idąc ulicą lub przeglądając social media. Ma ułamek sekundy, by zatrzymać naszą uwagę i wciągnąć w swój świat. To bardzo mało.
Dlatego dobry plakat to nie informator z tytułem i datą. To starannie zaprojektowana praca, która musi mieć w sobie TO coś!
Jury 30. Ogólnopolskiego Przeglądu Plakatu Muzealnego i Ochrony Zabytków, który niedawno się odbył, znalazło tę cechę w plakacie promującym wrocławską wystawę twórczości Marii Pinińskiej-Bereś.
Autorami nagrodzonej pracy są Joanna Jopkiewicz i Paweł Ł. Borkowski (Grupa Projektor).
W konkursie wyróżniony też został plakat, który jest jednym z moich ulubionych z zeszłego roku. Baśniowy, nawiązujący do Alicji w Krainie Czarów, a przez to przekorny, bo to plakat zapowiadający otwarcie wawelskiej zbrojowni. Jego autorem jest Wiesław Grzegorczyk.
Wybrane plakaty z konkursu zostaną zaprezentowane na wystawie w Muzeum Narodowym Ziemi Przemyskiej w Przemyślu w marcu.
Jeszcze małe postscriptum: tak się składa, że Grupa Projektor zaprojektowała kilka lat temu książkę popularnonaukową „DETEFON, RADION, VIS. Muzealne historie o II Rzeczypospolitej”, w której znajduje się kilka moich artykułów.

Coś się kończy, coś się zaczyna
Trzymam za Ciebie rękę na wystawowym pulsie. Jakie wystawy zaraz się kończą, a jakie niedawno się zaczęły i warto na nie pójść?
Niedawno się zaczęły:
Młodopolska Grupa Pięciu. Zapomniani buntownicy
Muzeum Narodowe w Krakowie
Warto, bo: ci malarze wykazali się dużą odwagą starając się zmienić oblicze sztuki polskiej, która 120 lat temu głęboko zanurzona była w misyjnym patriotyzmie, oni szukali własnych artystycznych dróg.
Rafał Malczewski. Narty, Dansing, Brydż
Muzeum im. Jacka Malczewskiego w Radomiu
Warto, bo: Jacek Malczewski to nie jedyny MALCZEWSKI, którego twórczość warto znać!
Wyczółkowski na Wawelu
Domu Leona Wyczółkowskiego na Wyspie Młyńskiej, oddział Muzeum Okręgowego im. L. Wyczółkowskiego w Bydgoszczy
Warto, bo: można spojrzeć na Wawel (i nie tylko) oczami wyjątkowego artysty; dodatkowo można zobaczyć prace z kolekcji wawelskiej, które nie są zwykle pokazywane i rzadko wyjeżdżają z Krakowa.
Zofia Stryjeńska. Między wiarą a obrzędem
Muzeum Ziemi Tarnowskiej w Tarnowie
Warto, bo: to okazja, by zobaczyć prace, które na co dzień nie są wystawione i to w etnograficznym kontekście; dodatkowo wstęp na wystawę przez 3 miesiące jest bezpłatny.
Zaraz się zacznie:
Stefan Knapp. Alchemik i wizjoner
CSW “Znaki Czasu” w Toruniu
Warto, bo: Knapp miał niesamowitą wyobraźnię i nie da się przejść obojętnie obok jego prac – raz zobaczysz i nigdy nie zapomnisz; jego dekoracja fasady auli Uniwersytetu im. Mikołaja Kopernika w Toruniu jest KOSMICZNA!
Jeśli wiesz o jakiejś ciekawej wystawie, która właśnie się zaczęła lub niedługo się kończy daj mi znać! Podzielę się tą informacją z innymi w kolejnej Palecie!
Obraz: Maurycy Gottlieb, 1907 r.

Zagadka na dziś
Na koniec wracamy do koloru.
Która wersja kolorystyczna obrazu Vermeera “Dziewczyna z perłą” jest tą prawdziwą?
Powodzenia!
Odpowiedź w kolejnym wydaniu Palety

Rozwiązanie zagadki z Palety #06
W poprzednim wydaniu zapytałam jakie 3 przedmioty “zniknęły” z obrazu Carla Spitzwega “Biedny poeta”.
Dziękuję za wszystkie odpowiedzi!
Brakuje: parasola, cylindra i buta









