Galleria degli Uffizi we Florencji, wystawy Chełmońskiego, Boznańskiej i Sto nocnych zjaw – muzealny top 2025

W tym odcinku dzielę się najlepszymi muzealnymi wspomnienia z 2025 roku. Podwójne odwiedziny w Uffizi we Florencji, Chełmoński po poznańsku, wystawa o zjawach zwiedzana nocą i kameralne spotkanie z Olgą Boznańską. Czemu to one są w moim muzealnym topie 2025 roku?

Co roku od 5 lat opowiadam Wam o moich najlepszych muzealnych momentach ostatnich 12 miesięcy. O muzeach i wystawach, które zapamiętałam najlepiej. Miło jest wrócić do wspomnień, dobrze jest je podsumować i uporządkować tak by mogły posłużyć za inspirację – bo wiem, że właśnie tak traktujecie te odcinki.

W muzealnych topach opowiadam nie tylko o wystawach czasowych, ale także o polskich i zagranicznych muzeach, które odwiedziłam w danym roku. W odcinku z  zeszłego roku opowiadałam o Tate Britain, Windsorze, Zamku w Łańcucie, dwa lata temu, czyli w topie z 2023 o Rijksmuseum w Amsterdamie, a w topie 2022 o Galerii Starych Mistrzów Dreźnie i Galerii Narodowej w Pradze. Więc jeśli planujecie się wybrać do tych muzeów, wróćcie do tych odcinków.

W tym roku w polskich muzeach działo się dużo, m.in. muzea świętowały rok Olgi Boznańskiej, można było zobaczyć trzy odsłony (warszawską, poznańską i krakowską) monograficznej wystawy Józefa Chełmońskiego. Wielkim zainteresowaniem cieszyła się  lublińska wystawa „Co Babie do pędzla?”, która prezentowała dzieła polskich artystek z lat 1850-1950. A rok skończył się otwarciem ważnej ekspozycji „Kwestia kobieca” w Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie.

Planowałam zobaczyć większość z tych wystaw, niestety rzeczywistość mocno zweryfikowała te plany i nie udało mi się ostatecznie dotrzeć na wszystkie. Dlatego to zestawienie jest w tym roku jeszcze bardziej subiektywne niż zwykle.

1. Galleria degli Uffizi we Florencji 

Galleria degli Uffizi we Florencji to muzeum, które chciałam zobaczyć od bardzo dawna. Mimo, że byłam wcześniej we Florencji to dopiero w tym roku się to udało. Zależało mi na odwiedzeniu Gallerii degli Uffizi z kilku powodów. Po pierwsze dlatego, że jest to jedno z najstarszych i najważniejszych muzeów sztuki na świecie.

Agnolo Bronzino, Portret Kosmy Medyceusza w zbroi, ok. 1543-45 r., Galleria degli Uffizi

Wszystko zaczęło się od kolekcji Medyceuszy, czyli jednego z najpotężniejszych włoskich rodów.

Medyceusze dorobili się wielkiej fortuny prowadząc działalność bankową. Z dużymi pieniędzmi łączyły się też duże wpływy i władza. Choć nie przyszła ona Medyceuszom łatwo, bo musieli nieustannie walczyć z innymi arystokratycznymi włoskimi rodami, to status, który ostatecznie osiągnęli był bardzo wysoki.

Z rodu Medyceuszy wywodzili się papieże. Kobiety z rodu Medyceuszy zasiadały na europejskich tronach. Jednym z najważniejszych władców z tego rodu, tym który interesuje nas najbardziej, był Kosma Medyceusz – Cosimo I de’ Medici.

Zjednoczył on pod rządami swojej rodziny całą Toskanię, z dumą nosił otrzymany od papieża tytuł księcia Toskanii. Znaczenie Kosmy Medyceusza dla historii i kultury Włoch jest bardzo duże. Jego rządy we Florencji widoczne są do dziś w architekturze i sztuce.

To on w połowie XVI wieku zlecił budowę gmachu, w którym obecnie znajduje się Galleria degli Uffizi. Pierwotnie budynek miał pełnić inną funkcję. Kosma chciał, by miejskie urzędy, wszystko co wiązało się z administracją znajdowało się w jednym, specjalnie do tego celu wybudowanym budynku. Za projekt odpowiedzialny był Giorgio Vasari, wszechstronny artysta, architekt i historiograf, blisko współpracujący z księciem.

Jacopo Zucchi (prawdopodobnie), Portret Vasariego, ok. 1571-74 r., Galleria degli Uffizi

Wybrano wyjątkową lokalizację, w samym sercu miasta, przy brzegu rzeki Arno. Wyburzono starą średniowieczną zabudowę i rozpoczęły się prace budowlane.

Oprócz samego budynku Vasari zaprojektował też tak zwany Korytarz Vasariego – przejście, którym książę mógł przechodzić bezpośrednio z nowego budynku administracji do Pałacu Pitti, w którym rezydował wraz z rodziną i który znajdował się po drugiej stronie rzeki. Korytarz jest obecnie świeżo po remoncie i można go zwiedzać za dodatkową opłatą.

Ani Kosma Medyceusz ani Giorgio Vasari nie doczekali końca budowy, obaj zmarli w tym samym, 1574 roku. Realizację dokończył syn Kosmy, Franciszek. Gmach był gotowy w 1581 roku.

Franciszek przeznaczył najwyższe piętro na ekspozycję rodzinnej kolekcji sztuki, głównie starożytnych rzeźb. Z czasem jednak sztuka zaczęła zagarniać coraz więcej przestrzeni. Aż wreszcie  po urzędach i biurach została jedynie nazwa – Uffizi (włoskie słowo w archaicznej formie).

Florenckie muzeum działa jako publiczne muzeum od XVIII wieku, jest jednym z najstarszych muzeów sztuki w Europie.

Galleria degli Uffizi fot. Dimitris Vetsikas

Po drugie, bardzo chciałam odwiedzić Uffizi, bo florencka kolekcja sztuki jest naprawdę imponująca, szczególnie jeśli chodzi o renesansową sztukę włoską.

Chodząc po salach muzeum można dokładnie prześledzić jak zmieniało się malarstwo na przestrzeni wieków. Najpierw oglądamy średniowieczne obrazy tablicowe z monumentalnymi figurami i złotym tłem. Później obserwujemy jak artyści próbowali rozwiązywać różne problemy. Widać w ich kompozycjach poszukiwania odpowiedzi na pytania o perspektywę, pejzaż czy anatomię. Powoli znajdują odpowiedzi na te pytania, dodają emocje i realizm. Możemy to wszystko śledzić zwiedzając Uffizi.

Obrazy z kolekcji Gallerii degli Uffizi

Są takie muzea, które w swojej kolekcji mają kilka, może kilkanaście malarskich hitów, czyli obrazów tych najbardziej znanych artystów. W Gallerii degli Uffizi każda sala ma kilka takich hitów.

 

Wiszą tutaj absolutne klasyki, które stały się już ikonami popkultury, np. „Primavera” i „Narodziny Wenus” czy „Meduza” Caravaggia. Jest Leonardo da Vinci, Rafael Santi, Michał Anioł. Wielkie nazwiska.

Sandro Botticelli, Primavera, ok. 1480-1485 r., Galleria degli Uffizi

Od razu można je rozpoznać, bo zbiera się przed nimi tłum. Trzeba stanąć z tyłu i poczekać aż pojawi się miejsce z przodu. Wymaga to sporo cierpliwości, bo w muzeum jest naprawdę dużo ludzi. Zwiedzałam Uffizi w środku dnia, w środku tygodnia, w pierwszej połowie czerwca. Myślałam, że przed wysokim sezonem, ale z moich rozmów z innymi osobami, które były w Uffizi, w innych terminach, wynika że sezon trwa we Florencji prawie cały rok. Więc tłumów po prostu nie da się uniknąć. Uffizi wpadło w pułapkę popularności.

Tłumy to coś na co byłam gotowa. To co mnie zaskoczyło i to negatywnie to był hałas. Pierwszy raz w muzeum spotkałam się z tym, że osoba pilnująca ekspozycji głośno krzyczy na zwiedzających, by ściszyli głosy, a ja się z nią zgadzam. Ta sytuacja powtórzyła się w innej sali, a potem kilka dni później, kiedy byłam w muzeum raz jeszcze. Ostrzegam, przygotujcie się na hałas. Mimo wszystko te niedogodności nie są w stanie popsuć przyjemności ze spotkania z malarstwem z florenckiej kolekcji!

Widok z tarasu Gallerii degli Uffizi

Po intensywnej lekcji historii sztuki (która nie kończy się na jednym piętrze!) dobrze jest odpocząć. W Gallerii degli Uffizi można to zrobić mając przed oczami naprawdę przepiękny widok. W przejściu między piętrami znajduje się taras i chociaż latem jest tam bardzo gorąco, to warto się na moment zatrzymać i zobaczyć miasto z innej perspektywy, mając wieżę Palazzo Vecchio prawie na wyciągnięcie ręki.

W ogóle będąc w muzeum warto patrzeć przez okna, szczególnie spacerując korytarzami na najwyższym piętrze, roztaczają się piękne widoki z jednej strony na zatłoczony plac Piazza della Signoria, a z drugiej na spokojną rzekę Arno i Ponte Vecchio tzw. Most Złotników – najstarszy z mostów we Florencji, na którym znajdują się małe budynki – kramy, to nad nimi Vasari poprowadził swój korytarz.

Warto patrzeć za okno, warto patrzeć też na sufity.

Sufity w galerii na najwyższym piętrze pokrywa niesamowita, niezwykle misterna dekoracja.

Freski, z których pierwsze powstały w XVI wieku, maja groteskowy charakter. To fantastyczny świat, w którym splatają się ze sobą  motywy roślinne i przedziwne mityczne postacie, elementy architektoniczne, historyczne sceny.

Te sufity to popis nieograniczenia ludzkiej wyobraźni!

To nie tutaj i nie w salach z największymi arcydziełami kolekcji spędziłam najwięcej czasu. Częścią muzeum, która podobała mi się najbardziej była Galeria Autoportretów. Jeszcze kilka lat temu te pracy były porozrzucane po różnych częściach muzeum, część wisiała np.. w korytarzu Vasariego, teraz można je oglądać w specjalnie dla nich zaaranżowanej przestrzeni na pierwszym piętrze. To 12 sal, w których zaprezentowane zostało ponad 250 autoportretów. Prace ułożone są chronologicznie więc można prześledzić jak rozwijał się ten gatunek, jak artyści przedstawiali siebie na przestrzeni 600 lat.

Uwielbiam autoportrety, bo artyści często pokazywali się w nich z zupełnie innej strony niż w pracach tworzonych na zamówienia, czy po prostu na rynek sztuki. Bywali w nich odważni, przekraczali granice, eksperymentowali, często kokietowali i popisywali się. Czasem też oszukiwali malując siebie np. bogatszymi niż byli (np. Rembrandt). W autoportretach widać dużo ich charakteru. Można się zastanawiać czemu zdecydowali się sportretować akurat z filiżanką kawy jak Giacomo Balla czy dziwną zabawką – klaunem jak Carl Larsson. Z czego wynikały te wybory, co chcieli nam powiedzieć o sobie i swojej sztuce? Bardzo lubię się nad tym zastanawiać.

Ucieszyłam się ze spotkań z artystkami, zawsze zwracam uwagę na to ile prac kobiet muzeum pokazuje na stałej wystawie. Na pierwszym piętrze w Galerii Autoportretów jest ich naprawdę sporo.

Już na początku można zobaczyć miniaturowy portrecik Lavinii Fontany, bardzo ciekawie wystawiony – otoczony różowymi kręgami, dalej kolejne prace, np. przepiękny pastelowy autoportret Rosalby Carriery, która bardzo sprytnie wkomponowała w niego także swoją siostrę – przedstawiła ją na rysunku, który trzyma na autoportrecie.

Artemisia Gentileschi, Judyta odcinająca głowę Holofernesowi, 1620 r., Galleria degli Uffizi

Zwiedzanie Uffizi kończy się mocnym doświadczeniem – spotkaniem z malarstwem barokowym, które bo spokojnym renesansie  wydaje się jeszcze bardziej dramatyczne, a nawet brutalne.

Praktyczne informacje:

  • Do Uffizi wchodzi się na godziny, ale można próbować wejść około 30 minut przed wyznaczonym czasem.
  • Bilety najlepiej kupić przez Internet, strona jest czytelna i cały proces nie jest skomplikowany.
  • Cena biletu do Uffizi: w 2025 roku normalny bilet do muzeum kosztował 29 euro. Wejście do Uffizi można łączyć z innymi muzeami, więc jeśli planujecie dłuższy pobyt weźcie to pod uwagę.
  • Czy można z torebką/plecakiem? Muzeum można zwiedzać z małą torebką lub plecakiem, przed wejściem to co macie ze sobą jest skanowane – system podobny jak na lotniskach.
  • W środku można robić zdjęcia.
  • Sklepik muzealny znajduje się na końcu trasy zwiedzania (można płacić kartą). Można też na niego trafić schodząc do toalet w piwnicach.
  • Wejście i wyjście: do muzeum wchodzi się od strony Piazalle degli Uficci. Wyjście jest w innym miejscu, po drugiej stronie budynku, ale nie jest to problem, bo wystarczy skręcić w lewo i jeszcze raz w lewo i znowu jest się na Piazza della Signoria.

2. Sto nocnych zjaw. Duchy, demony i upiory w sztuce Japonii i Zachodu w Muzeum Manggha w Krakowie

Do Krakowa na specjalne nocne oprowadzanie po wystawie przyjechałam na zaproszenie muzeum. To duży przywilej i przyjemność móc zwiedzać wystawy w ten sposób i bardzo dziękuję muzeum za tę możliwość.

Bohaterami wystawy były przedziwne stworzenia – zjawy, demony, upiory.

Można je było spotkać w czterech kolejnych przestrzeniach wystawy. Najpierw poznałam je w wersji japońskiej na kilkudziesięciu drzeworytach z kolekcji Feliksa Jasieńskiego i kolekcji muzeum.

Potem spotkałam je na pracach m.in. Goyi i wreszcie przypomniałam sobie, że przecież dobrze je znam z polskiej sztuki na przykład z obrazów Malczewskiego, rzeźb Konstantego Laszczki czy grafik Zofii Stryjeńskiej.

Okazało się, że nasze rusałki, wodniki, wilkołaki, stwory które znany z legend i baśni, nie są tylko „nasze”. Podobne do nich stworzenia pojawiają się też w japońskich opowieściach. Nie identyczne, ale jednak podobne.

Wychodziłam z tej wystawy myśląc o tym, że to ciekawe, że zjawy nie znają granic i że skoro istnieją „od zawsze” w wierzeniach, to może istnieją też naprawdę?

Wyszłam z Mangghi w ciemną letnią noc pełną przedziwnych odgłosów miasta, którego nie znam. Na wszelki wypadek przez całą drogę do hotelu co kilka kroków oglądałam się za siebie.

 

Kutsuzura na Nocnej paradzie stu demonów, 1824 r.

Przed oczami miałam pracę, która otwierała wystawę – długi zwój z XIX wieku przedstawiający nocną paradę stu demonów.

Były wśród nich jędze, ożywione przedmioty takie jak miotła, jeż, kutsuzura, czyli przemienione buty, które mają postać włochatego zwierza z butem zamiast nosa, jest osoba opętana przez lisa, władca śmietnika – lista dziwacznych, strasznych demonów japońskich zdaje się nie mieć końca.

Podobno niektóre noce sprzyjały pojawianiu się takich demonów. Liczyłam, że ta noc do nich nie należy. Nie widziałam żadnej zjawy, ale to nie znaczy, że jej tam nie było, prawda?

3. Boznańska. Kameralnie w Muzeum Narodowym w Krakowie

Kilka tygodni później udało mi się jeszcze raz odwiedzić Kraków. Przy okazji nagrywania wywiadu z dyrektorem Muzeum Narodowego do podcastu „Muzealnicy mówią”, który Wam niezmiennie polecam, obejrzałam wystawę „Boznańska. Kameralnie”. Słyszałam o niej same dobre rzeczy i byłam bardzo ciekawa na czym polega jej fenomen. O skali jej sukcesu najlepiej świadczy to, że już w połowie trwania zabrakło biletów online.

Przypuszczałam, że nie bez znaczenia jest główna bohaterka – Olga Boznańska, która była patronką 2025 roku. Ale czy to kwestia tylko znanego nazwiska? Jak tylko weszłam na wystawę, a więc bardzo szybko, okazało się, że chodzi o drugi element jej tytułu  – kameralność.

Przypuszczałam, że nie bez znaczenia jest główna bohaterka – Olga Boznańska, która była patronką 2025 roku.

Ale czy to kwestia tylko znanego nazwiska?

Jak tylko weszłam na wystawę, a więc bardzo szybko, okazało się, że chodzi o drugi element jej tytułu  – kameralność.

To słowo idealnie oddawało atmosferę tej wystawy. Można się było na niej naprawdę zbliżyć do Boznańskiej, po pierwsze przez jej malarstwo, a po drugie przez przedmioty, które do niej należały i to nie tylko te malarskie.

Na tej wystawie można się było poczuć jak na spotkaniu z malarką. Wystawa była bardzo wyważoną, nie krzykliwą i nie szukającą sensacji, opowieścią o życiu Boznańskiej, jej rodzinie (poprzez dokumenty, które nie były do tej pory prezentowane), o dzieciństwie (poprzez dziecięce rysunki Olgi), o romantycznej relacji, która łączyła ją z Józefem Czajkowskim (poprzez listy) i o jej codzienności (poprzez meble, różne bibeloty i stroje).

Kuratorka Urszula Kozakowska-Zaucha wykorzystała to, że do Muzeum Narodowego trafiła duża część przedmiotów należących do Boznańskiej z jej ostatniej paryskiej pracowni. Pięknie i dużym smakiem wkomponowała je w tę wystawę.

Krakowska wystawa udowodniła, że wielkie monograficzne ekspozycje to nie jedyny sposób na przedstawienie publiczności danego artysty i jego twórczości. Można to zrobić kameralnie.

4. Józef Chełmoński w Muzeum Narodowym w Poznaniu

Poznańska wystawa, część wielkiego projektu poświęconego Józefowi Chełmońskiemu, kameralna nie była, ale też nie taki był cel. Trzy wystawy organizowane na przestrzeni całego roku w trzech narodowych muzeach (Warszawa, Poznań, Kraków), były pomyślane jako duże przekrojowe prezentacje twórczości Józefa Chełmońskiego. I dokładnie tym były.

Po tym jak rozczarowała mnie warszawska wystawa, którą widziałam pod koniec 2024 roku, kilka miesięcy później do poznańskiego muzeum szłam z nieufnością i dystansem. Na szczęście niepotrzebnie.

Obrazy Chełmońskiego na wystawie w Muzeum Narodowym w Poznaniu

Swoimi wrażeniami z tej wystawy podzieliłam się zresztą z Wami w odcinku o obrazie Chełmońskiego „Burza”,  który nagrywałam bezpośrednio po odwiedzeniu muzeum. Wróciłam do niego przed nagraniem tego odcinka, żeby sprawdzić co się zmieniło kiedy emocje po wystawie opadały, ale okazało się, że nic. Dlatego po prostu Was do niego odsyłam.